Inspiracje‎ > ‎

Refleksje w towarzystwie pudełka chusteczek

Image courtesy of Keerati / FreeDigitalPhotos.net
Od kilku dni leżę w łóżku chora. Zaczęło się niewinnie od lekkiego zapalenia spojówek i bólu głowy, kolejnego dnia do zestawu doszedł katar, ale to nie powstrzymało mnie przed zaplanowaną na ten dzień aktywnością. Zajęłam się pracą, obowiązkami domowymi, a wieczorem wybrałam do centrum w towarzystwie znajomych. No bo przecież "nie wypada" odwoływać wyjścia w ostatniej chwili, "nie mogę" zostawić męża samego, "nie powinnam" zmarnować okazji, jaką stanowią darmowe zaproszenia na atrakcyjną imprezę. Impreza nie trwała długo i rzeczywiście była przyjemna, ale kolejny poranek zupełnie przyjemny nie był. Obudziłam się totalnie chora - gorączka, kaszel, katar, ból gardła, co tylko można sobie wymarzyć. Kolejne dni spędziłam głównie śpiąc... Nagle nic nie musiałam, nic nie powinnam, mogłam cały dzień spać, budząc się tylko, by wypić szklankę wody i wziąć lekarstwa. Trochę jeszcze próbowałam siłować się sama ze sobą, przekonując się, że nie muszę odwoływać wszystkich zajęć do końca tygodnia, bo przecież już za pół dnia wstanę i pójdę do pracy, wrócę do zajęć domowych, zajęć dodatkowych itp itd. Jednak ostateczny głos w tych negocjacjach zabrało moje ciało - zbyt słabe, by wstać, ale wystarczająco silne, by domagać się snu, herbaty z malinami i zapasu chusteczek higienicznych. No i tak doszło do tego, że od kilku dni leżę w łóżku chora. 

Krótkie przebłyski przytomności doprowadziły mnie do kilku być może nie zupełnie nowych, ale za to bardzo ciekawych spostrzeżeń. Oto one:
bycie człowiekiem to zasób a nie wada - klienci i kontrahenci nie opuszczą nas tylko dlatego, że dopadło nas przeziębienie i odwołamy jedno spotkanie; być może nawet relacja z nimi się polepszy, gdy zobaczą, że mają do czynienia istotą ludzką z krwi i kości? a może sami odważą się odwołać jakieś zobowiązanie i zadbać o siebie, gdy będą tego potrzebowali?
wycofanie się na moment z codziennego biegu wyostrza sposób widzenia - już kilka dni unieruchomienia w łóżku pokazało mi, czego w swoim domu na co dzień nie zauważam, co należałoby zmienić, bo szwankuje, a czego nie doceniam (np. dojrzałości moich dzieci i ich możliwości samodzielnego radzenia sobie z rzeczywistością); może to zmiana perspektywy a może chodzi po prostu o dystans i nowe spojrzenie na codzienne sprawy
* musimy stanowczo mniej niż nam się na ogół wydaje - świat będzie istniał i być może wcale nie ucierpi, mimo iż nie wykonamy wielu z zaplanowanych wcześniej prac, a ludzie wokół może nawet zrobią więcej niż zwykle, zwłaszcza gdy ich o to poprosimy i gdy pozwolimy, by pomagali nam w swoim rytmie; popatrzmy czasami na "muszę", "powinnam", "nie mogę", "nie wolno" w naszym życiu  - czy przypadkiem to nie my sami nakładami sobie te okowy?
* nasze ciało wie, czego potrzebuje, wystarczy tylko uważnie słuchać - ze zdziwieniem spostrzegłam, że po raz kolejny w czasie choroby zmieniają się moje upodobania; na kawę nie mogę patrzeć, za to gorąca herbata doprawiona malinami od babci jest boska; uczesane włosy i makijaż stają się zupełnie nieistotne, podczas gdy chodzenie cały dzień w szaliku wydaje się niezbędne do życia i zupełnie naturalne; a gdy zbyt wcześnie uwierzę, że już jestem zupełnie zdrowa i zacznę się krzątać po domu, zawroty głowy niezawodnie sprowadzą mnie z powrotem do łóżka
* spójność nadaje życiu lekkość - jako psycholog uczę się, że zachowanie spójności w słowach, zachowaniach i innych obszarach to podstawowa zasada psychoterapii - to logiczne, np. skoro utrzymuję, że coś jest dobre lub ważne i mówię o tym swoim klientom, warto by moje zachowanie to potwierdzało; w czasie choroby jednak wyraźnie zobaczyłam, że spójność to coś więcej niż tylko bycie konsekwentną; konsekwencja wydaje się trudna i ciężka, tymczasem gdy przestałam wreszcie ze sobą "negocjować" na temat wracania do pracy i pozwoliłam sobie chorować (tak jak pewnie poradziłabym to chorej klientce), odwołałam liczne plany i dałam o siebie zadbać, poczułam się lekko i spokojnie; wszystko wreszcie było na swoim miejscu - miałam prawa, które daję innym, zajęłam się tym, co ważne, skupiłam na tu i teraz.

Moja natura, tradycyjnie pełna wątpliwości, zadaje sobie teraz pytanie: jak te wszystkie przemyślenia utrwalić? jak przenieść je w aktywne życie, które lada moment powróci? Będę się starać zapewne, a jak to się uda, zobaczymy. Tymczasem, jeśli ktoś ma ochotę skomentować ten tekst, zapraszam tutaj: strona na Facebooku