Inspiracje‎ > ‎

Rok pełen wrażeń

Zamieszanie wokół świąt udało mi się w tym roku ominąć. Nie wysłałam tradycyjnych sms-owych życzeń świątecznych, mieszkanie posprzątałam jedynie pobieżnie, z potraw przygotowałam tylko te, które miały wystąpić na wspólnej rodzinnej wigili. O dziwo, świat się nie zawalił, a wręcz wydawał całkiem znośnym miejscem – zupełnie inaczej niż rok temu, gdy o północy padałam przygotowując kolejną blachę sernika, który tydzień później z bólem wyrzucałam do śmietnika (tak tak, każda z nas zna chyba to zjawisko – najpierw zamęczamy się przygotowaniem niezliczonych potraw w ilościach hurtowych, a po święach i kilku kolejnych dniach mamy ich serdecznie dość i naprawdę nie sposób zjeść wszystkiego). Niemniej zamieszanie noworoczne chyba mnie nie ominie. Sylwester się zbliża szybkim krokiem, a w mojej głowie pełno refleksji na temat tego, jaki był rok 2014 i jaki będzie kolejny. Chyba czas na podsumowanie...

No więc jaki był ten rok? 

W największym skrócie – pełen wrażeń i jednocześnie bardzo wyczerpujący. Działo się dużo, często było mi trudno, ale często też działy się rzeczy dobre i wartościowe. A konkretnie? Otóż:

Psychoterapeutycznie:

  • Na początku marca otworzyłam własny gabinet psychoterapeutyczny, do którego wraz z klientami przeniosłam się z innych miejsc, nie moich.

  • Rzetelnie pracowałam ze swoimi klientami – przeżywając wraz z nimi momenty ważne i wzniosłe, ale także chwile zwątpienia i bólu. Dzięki ich otwartości i chęci do pracy mogłam poznać nowe światy i przejść nowe ścieżki – za każdym razem od nowa fascynujące.

  • Wiele godzin poświęciłam też na sprawy wokół psychoterapii – superwizję, terapię własną, sporządzanie notatek z sesji, lektury.

  • Kolejny już rok szkoliłam się w dziedzinie psychoterapii, nie tylko w macierzystej szkole, ale także na konferencjach branżowych, które okazały się nieoczekiwanie inspirującym żródłem wiedzy i sposobem na poszerzanie horyzonów.

  • W gabinecie oprócz mnie "osiedliły się" trzy inne psychoterapeutki, wszystkie pracujące w nurcie humanistycznym i gestalt, co mam nadzieję nada spójny charakter naszemu gabinetowi, a dla klientów będzie dodatkową wartością.

  • Poznałam osobiście Leslie Greenberga (a nawet zrobiłam sobie z nim zdjęcie!) – autorytet w dziedzinie psychoterapii, twórcę Terapii Skoncentrowanej na Emocjach, autora wielu książek, z których czerpię w swojej pracy z klientami.

Biznesowo:

  • W drugim i trzecim kwartale roku stanowczo zbyt mało uwagi i energii poświęcałam zdobywaniu nowych klientów psychoterapeutycznych, co w naturalny sposób zaowocowało frustracją z powodu ich braku. "Rzutem na taśmę" próbowałam nadrobić ten brak w ostatnich miesiącach.

  • Inne biznesy w tym roku niejako "mimochodem" się rozwijały i mają się dobrze.

  • W ostatnich miesiącach rozpoznaję też nowe obszary biznesowe takie jak marketing na facebooku, produkcja i koszt banerów reklamowych czy tworzenie i pozycjonowanie stron www. Zdarzają się nieoczekiwane wpadki takie jak ta, gdy dość skutecznie popsułam własną stronę internetową, ale generalnie jest ciekawie, a momentami nawet fascynująco.

Prywatnie:

  • Działo się zaskakująco dużo. Choć kryzys wieku średniego podobno dopiero przede mną, to mam poczucie, jakbym już była w samym jego środku. Skonfrontowana z realnością świata przez najbliższych – ich kryzysy, choroby, wątpliwości i spory – nie mam czasu ani siły na własny kryzys. Po cichu liczę na to, że może mnie łaskawie ominie?

  • Niezwykłym odkryciem tego roku są z całą pewnością przyjaźnie i siła, jaką mogę z nich czerpać. W trudnych chwilach to przyjaciele (a właściwie przyjaciółki) okazali się tymi, którzy o mnie pamiętali, uporczywie i czujnie sprawdzali, jak się mam, i cierpliwie na różne sposoby wspierali. Kochane, dziękuję każdej z Was z całego serca. Mam nadzieję, że potrafię być dla innych taka, jakimi Wy byłyście dla mnie.

  • Wróciłam do jazd konnych. Po wielu latach. I to nadal jest bardzo przyjemne.

  • Nauczyłam się przyrządzać sushi.

  • Odkryłam, że moja wytrzymałość, swoją drogą całkiem duża, ma granice.

  • Zobaczyłam siebie bardziej realną – dobrą i złą, silną i słabą, pracowitą i leniwą, energiczną i ospałą, miłą i paskudną, czułą i wściekłą, radosną i smutną, taką i inną.

Czy mam jakieś postanowienia noworoczne?

Długo zadawałam sobie to pytanie i już wiem. W tym roku nie mam żadnych postanowień. Nie chcę wywierać na siebie dodatkowej presji, oczekując czegoś od siebie, starając się "być jakąś" lub "działać jakoś", dążąc do bycia lepszą, skuteczniejszą, mądrzejszą czy chudszą. Świat robi to już za mnie, wywierając presję na tysiąc możliwych sposobów. Ja tymczasem wybieram odprężenie i brak jakichkolwiek postanowień.

A jaki będzie kolejny rok?

Mam szczerą nadzieję, że spokojniejszy. Niech dzieje się po prostu mniej tak, bym miała czas oswoić się z tym, co jest teraz i co się wydarzy w kolejnych miesiącach. Nigdzie mi się nie śpieszy. Żadnych dramatycznych zmian, jeśli można. Wystarczy. Gdybyż tylko los był skłonny nas słuchać.

EK.  

>>zapisz się na wizytę    >>przeczytaj więcej tekstów      >>wróć na stronę główną