Chcemy być sobą...

Image courtesy of graur codrin / FreeDigitalPhotos.net
2 tygodnie temu w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach, gdzie aktualnie jestem na stażu, odbyło się niezwykłe przedstawienie. Przedstawienie, którego pomysłodawcami, autorami, scenografami i aktorami byli pacjenci oddziału dziennego szpitala. To niby nic szczególnego przygotować i wystawić przedstawienie. Zresztą, jeśli chodzi o stronę praktyczną, to do wielu spraw można by się przyczepić - nie wszyscy aktorzy pamiętali tekst, slajdy prezentowane w tle dwa razy się zacinały, a przekazywanie mikrofonu czasami trwało zbyt długo. Na pewno można by to poprawić. A jednak to przedstawienie cały czas chodzi mi po głowie. Trudno o nim zapomnieć. Trudno nie wracać myślami do przesłania, jakie ze sobą niosło i do ludzi, którzy pokonali swoje słabości i lęki po to, by to przesłanie mi przekazać. Przesłanie, w którym opowiedzieli o tym, jak trudno jest im przyznać się przed innymi ludźmi do choroby psychicznej, do leczenia się w szpitalu psychiatrycznym. O tym, że informacja o pobycie w szpitalu jest często wstydliwie ukrywana - bo pacjenci spodziewają się, że inni natychmiast przypiszą im etykietkę "wariat", do której niemal automatycznie przyczepią takie określenia jak "nieobliczalny, groźny, nieodpowiedzialny, dziwny, szalony". W związku z tym pacjenci szpitala żyją w ciągłym lęku, że ktoś z ich znajomych dowie się, gdzie są. Denerwują się, że "zostaną zdemaskowani" w trakcie przypadkowego spotkania. Wymyślają pokrętne wytłumaczenia na użytek dalszej rodziny. Dodatkowo sami siebie pogrążają negatywnym myśleniem o sobie - bo skoro muszą ukrywać, że się leczą, to pewnie choroba psychiczna jest w jakiś sposób inna niż pozostałe choroby, pewnie oznacza, że oni są w jakiś sposób gorsi od innych ludzi. Zamiast na leczeniu pacjenci koncentrują się na udawaniu, że nie są chorzy, a to wymaga dużo energii. Energii, której często nie mają zbyt dużo. Gdy przeznaczą ją na ukrywanie choroby, to być może tej energii nie wystarczy już do zajęcia się zdrowieniem, radzeniem sobie z trudnościami, zmienianiem na lepsze swojego życia... Przedstawienie pacjentów z mojego oddziału zatytułowane było "Pociąg zwany udawaniem". Mam poczucie, że ten tytuł świetnie oddaje to, jak wygląda ich życie - podróż, w trakcie której zbyt często coś udają. Zbyt często są kimś innym, a nie sobą. Po co ten lęk, wstyd, ukrywanie? Czyż każdy z nas w gruncie rzeczy nie dąży do tego, by być sobą? Czyż nie jest tak, że bez względu na to, czy jesteśmy chorzy czy zdrowi, zbyt często tracimy energię na to, by udawać kogoś innego niż jesteśmy w rzeczywistości? Boimy się, jak zareagują ludzie wokół, gdy zobaczą nas bez maski? ... Może najwyższy czas odpuścić. Pozwolić innym, by byli tacy, jakimi są. Pozwolić sobie być takimi, jakimi jesteśmy. Bez oczekiwań. Bez ocen. Bez etykietek.

Wbrew temu, jak poważnie o tym piszę, samo przedstawienie wcale nie było poważne. Bo pacjenci szpitala potrafią z dużym dystansem spojrzeć na samych siebie, na chorobę, na innych ludzi wokół. Potrafią się śmiać i rozśmieszać. Było więc śmiesznie bardzo. Potrafią też cieszyć się życiem. Finałem przedstawienia była więc wspólnie pięknie wykonana i ekspresyjnie zatańczona piosenka Perfectu, której słowa mimo że słyszałam ją już z tysiąc razy, tym razem nabrały nowego przejmującego znaczenia "Chcemy być sobą, chcemy być sobą wreszcie, chcemy być sobą, chcemy być sobą jeszcze, chcemy być sobą ..."
EK.