Po drugiej stronie stolika

Właśnie skończyłam czytać "Z każdym dniem trochę bliżej. Jedna terapia - dwie opowieści" Irvina D. Yaloma i Ginny Elkin. Chyba najciekawszy w tej książce jest zabieg, który doprowadził do jej powstania. Otóż psychoterapeuta zaproponował swojej pacjentce, młodej kobiecie pisarce uskarżającej się na trudności z pisaniem, od dawna w terapii nie przynoszącej znaczących efektów, a jednocześnie mającej kłopoty finansowe, by zamiast zapłaty za sesje pisała po każdej z nich relacje na temat tego, co się działo na sesji, co czuła, myślała na ich temat itd. Psychoterapeuta także miał pisać notatki z każdej sesji, co zresztą czynił w odniesieniu do każdej terapii. Uzgodnili, że co pół roku będą się tymi relacjami wymieniać, a w przyszłości, jeśli obydwoje uznają to za dobry pomysł i obydwoje się na to zgodzą, być może wydadzą je w formie książki... Książka została wydana i choć czuć w niej odrobinę lata, które upłynęły od jej wydania, daje do myślenia. Gdy czytamy następujące po sobie relacje z kolejnych sesji, okazuje się, że bardzo często perspektywa terapeuty i perspektywa pacjentki mijają się ze sobą. Wartościowa sesja widziana oczami terapeuty może być nudna i jałowa w oczach pacjentki. To co według terapeuty ważne i błyskotliwe, pacjentka w swojej relacji zupełnie ignoruje, ale za to zapamiętuje szczegóły, o których terapeuta nawet nie wspomniał. Pacjentka opisuje swoje ogromne poruszenie, a terapeuta interpretuje to zupełnie inaczej... Oczywiście jest także wiele momentów, gdy terapeuta i pacjentka podobnie odbierają i opisują to, co działo się na sesji, ale mimo wszystko w moją pamięć mocno się wryły różnice. Jednocześnie, gdy czytamy ich zapiski, wyraźnie widzimy, jak między tym dwojgiem ludzi nawiązuje się głęboka więź oraz jak pacjentka coraz lepiej radzi sobie ze swoim życiem i coraz lepiej się czuje. Swoje posłowie do książki pacjentka kończy słowami pięknie oddającymi tę bliskość "Zawsze, kiedy się zwijałam, ty mnie rozwijałeś". No więc jak to jest z tą terapią? Być może w moim gabinecie jest podobnie? Czy to możliwe, by osoba po drugiej stronie stolika zupełnie inaczej widziała to, co się między nami dzieje? Co innego uważała za ważne? Co innego ceniła? Czuła co innego niż ja dostrzegam? I czy jest możliwe, by mimo tych różnic terapia przynosiła pozytywne efekty? To fascynujące zagadnienie. Te pytania poddają w wątpliwość różne moje przekonania i interpretacje. Jednocześnie skłaniają do tego, by w większym stopniu niż do tej pory, rozmawiać z klientami o tym, co dzieje się "tu i teraz" w gabinecie, w trakcie sesji, by pytać o ich odczucia i myśli na temat tego, co się między nami dzieje. Oczywiście nie mam pewności, że klient czy klientka powiedzą mi otwarcie o wszystkim, że będą gotowi podzielić się tym, co za trudne lub co wydaje im się zbyt krytyczne. Jednak być może im bardziej będę pytać i im bardziej będę uważna na odpowiedzi, tym bardziej mam szansę zbliżyć się do tego, co rzeczywiście jest między nami. Do mojej relacji z klientem. I może dzięki przyglądaniu się tej relacji, stanie się ona głębsza, prawdziwsza, bliższa... A przecież relacja między terapeutą a klientem to podstawowy element terapii.