Sens cierpienia

Dziś Wielki Piątek. Dzień męczeństwa i śmierci Chrystusa. On wiedział, co go czeka, a mimo to szedł dalej. Z każdym krokiem zbliżał się do krzyża. I do grobu. Cierpiał coraz bardziej, jednocześnie godnie znosił ból i upokorzenie. Gdy o tym myślę, znów przypominam sobie książkę "Człowiek w poszukiwaniu sensu" Viktora Frankla. Frankl pisze o sensie życia. O tym, że możemy go odnaleźć między innymi w sposobie, w jaki znosimy cierpienie. Podkreśla, że chodzi o cierpienie, którego nie można uniknąć. W przeciwnym przypadku cierpienie nie ma sensu. Jeśli tylko możemy uniknąć cierpienia, warto to robić. A jak to było z Chrystusem? Czy on mógł uniknąć cierpienia? Próbował negocjować z ojcem w ogrodzie oliwnym na dzień przed pojmaniem, chciał by pozwolił mu uniknąć męki, której się spodziewał, ale usłyszał, że nic z tego. Jego drogą jest krzyż, a wyznaczonym zadaniem odkupienie win ludzi. Nie ma innej drogi. Cierpienie Chrystusa, tak jak zostało opisane w Ewangelii, było nieuniknione, a on znosił je godnie. Nie uciekł, nie chował się za innymi ludźmi, nie oszukiwał samego siebie. Stanął przed swoim przeznaczeniem, i choć trzy razy upadał, za każdym razem podnosił się i szedł dalej. Jednocześnie, gdy tylko mógł, przyjmował pomoc i ulgę w cierpieniu ofiarowaną mu przez innych ludzi - Szymona, Weronikę, pewnie innych także. Pamiętajmy o nim w chwilach, gdy sami stajemy wobec nieuniknionego. Niech pamięć o jego postawie wobec cierpienia pomoże nam znosić nasze, codzienne i niecodzienne, troski.
EK.